foto: Looker_Studio.shutterstock.com

Owiane złą sławą parabeny to popularne konserwanty syntetyczne, które mają przedłużać trwałość kosmetyków. Nie są rzadkością: znajdziesz je w składach większości produktów drogeryjnych, nawet tych z wyższej półki. Jest niemal pewne, że na co dzień stosujesz wiele kosmetyków z parabenami (choćby zwykłe mydło do rąk). Ale czy naprawde jest się czego bać?

Co to dokładnie są parabeny?

Jeśli zapytasz o parabeny jakiegoś chemika, usłyszysz pewnie odpowiedź, iż są to estry kwasu p­-hydroksybenzoesowego, wśród których można wyróżnić parabeny o różnych grupach alkilowych: metyloparabeny, etyloparabeny, propyloparabeny, butyloparabeny, heptyloparabeny i benzyloparabeny (właśnie te nazwy możesz spotkać na opakowaniach produktów kosmetycznych). Ta definicja niewiele Ci mówi? Spokojnie, już śpieszymy z wyjaśnieniem! Parabeny to konserwanty syntetyczne, które są masowo wykorzystywane w przemyśle kosmetycznym, farmaceutycznym, a także spożywczym. Ich zadaniem jest zabezpieczanie kosmetyków, żywności i leków przed zepsuciem oraz zapewnienie im przedłużonej trwałości poprzez utrzymanie ich czystości mikrobiologicznej. Parabeny mają właściwości bakteriobójcze i grzybobójcze. Ich obecność w produktach sprawia, że nie rozwijają się w nich mikroorganizmy, grzyby i pleśń. To dzięki nim ulubione kosmetyki mogą służyć Ci nawet do kilkunastu miesięcy. Parabeny to substancje, które występują w przyrodzie naturalnie, jednak na potrzeby przemysłu są one wytwarzane syntetycznie.

W których kosmetykach możesz spodziewać się parabenów?

Właściwie ze świecą można by szukać grupy produktów, w których parabeny na pewno nie występują. Znajdziesz jej w większości masowo produkowanych kosmetyków drogeryjnych, również znanych marek. Parabeny wykorzystywane są zwłaszcza w kosmetykach dwóch rodzajów. Po pierwsze w “mokrych”, tworzonych na bazie wody: żelach pod prysznic, szamponach, kremach, balsamach, mydłach w płynie, podkładach itp. W takim “środowisku” bowiem bakterie i grzyby mogą rozwinąć się stosunkowo najszybciej. Drugą grupą są kosmetyki “suche”, których przeznaczeniem jest służyć Ci przez kilka (a nawet kilkanaście czy kilkadziesiąt!) miesięcy. Są to zwłaszcza prasowane pudry i cienie do powiek (ich termin przydatności dochodzi do 36 miesięcy), pomadki do ust, róże, bronzery itp. Sprawdź etykietki swoich ulubionych produktów – idziemy o zakład, że parabeny znajdziesz na większości z nich… No chyba, że celowo kupujesz kosmetyki naturalne, które nie posiadają ich w swoim składzie. Często jednak określenie “naturalny” jest jedynie “chwytem” producenta i nie jest równoznaczne z tym, że mamy do czynienia z produktem wolnym od parabenów.

Jak rozpoznać, że kosmetyk z całą pewnością nie zawiera parabenów? Szukaj na jego opakowaniu odpowiednich eko-certyfikatów. Dowiedz się więcej:

Czy Twój kosmetyk naprawdę jest EKO? Zobacz certyfikaty, które decydują o jakości

Czy wywołują działania niepożądane?

Parabeny używane są w przemyśle już od lat ‘40 dwudziestego wieku, ale negatywne opinie na ich temat zaczęły pojawiać się dopiero z końcem lat ‘90. Od tego momentu są jednymi z najdokładniej przebadanych substancji wykorzystywanych w przemyśle. Dokładnie wzięła je pod lupę Komisja Europejska. Wyniki badań powinny Cię uspokoić. Mimo iż parabeny wzbudzają wątpliwości i kontrowersje, nie powinnaś się ich nadmiernie obawiać. Przepisy unijne skrupulatnie regulują zasady określające dopuszczone do obrotu składniki kosmetyków. Każdy kosmetyk wypuszczony na rynek europejski musi mieć w składzie wyłącznie dozwolone substancje, w stężeniach nieprzekraczających normy. Wszystkie te “dopuszczone substancje” zostały szczegółowo przebadane. Badania nie potwierdziły ich szkodliwości czy negatywnego wpływu na zdrowie. Mimo iż w internecie możesz spotkać się z wieloma opiniami, że parabeny są szkodliwe, negatywnie wpływają na gospodarkę hormonalną organizmu czy wręcz są rakotwórcze – nie ma naukowych dowodów potwierdzających te tezy, przynajmniej jeśli mówimy o stężeniach dopuszczalnych przez normy unijne. Uwaga! To, że substancje te zostały uznane za nieszkodliwe, nie oznacza, że nie mogą powodować uczuleń i reakcji alergicznych (zaczerwienienie, pokrzywkę, świąd itp.) u osób ze szczególnie wrażliwą skórą. Być może właśnie tego typu reakcje przyczyniły się do złej sławy parabenów. Prawda jest taka, że uczulać mogą również (i zdarza się to porównywalnie często!) kosmetyki naturalne, które parabenów nie zawierają. Wszystko zależy od indywidualnych czynników i tolerancji naszej skóry. Bywa, że nasza skóra szczególnie “nie lubi się” z parabenami – wówczas dobrym rozwiązaniem będzie zamiana kosmetyków drogeryjnych na takie o mniej “chemicznym” składzie. Jeśli jednak tradycyjne kosmetyki nie powodują u Ciebie niepożądanych reakcji, nie ma powodu by wpadać w panikę i radykalnie odstawiać produkty z parabenami.

Czy są jakieś plusy ze stosowania parabenów?

Gdyby parabeny nie były pomocne, z pewnością nie byłyby wykorzystywane w przemyśle na tak szeroką skalę. Przede wszystkim pozwalają one na długo zachować świeżość produktów. Bez nich Twój ulubiony krem czy balsam pokryłby się warstwą pleśni już po kilku czy kilkunastu dniach od otwarcia opakowania. Dzięki parabenom możliwe jest długie przechowywanie produktów, korzystanie z nich przez wiele miesięcy, a także transportowanie ich z często odległych zakątków świata w nienaruszonym stanie. Istotną zaletą jest również to, że konserwują produkty bez ingerencji w ich jakość i skład. Oznacza to, że dodatek parabenów nie wpływa na zapach, konsystencję czy właściwości kosmetyku. W kosmetykach, które kupujesz w drogeriach, stężenie parabenów nie przekracza zazwyczaj 0,03% objętości produktu. Co ciekawe, większe dawki konserwantów znajdziesz w żywności z supermarketu. Tym bardziej nie ma więc sensu nadmiernie demonizować tych substancji. Ich tolerancja zależy od indywidualnych czynników naszego organizmu.

mm
Z wykształcenia filolog, uwielbia pisać o tym co ją interesuje. Zabiegana, stale robiąca kilka rzeczy jednocześnie i bałagan, gdziekolwiek się pojawia. Na co dzień pasjonatka nowinek beauty. Lubi testować nowości, zwłaszcza te do makijażu. Ekspertka od szminek, w torebce zawsze ma ich przynajmniej kilka.