Konturowanie twarzy to nie tylko moda. To technika, która pozwala na optyczne oszustwa. Warto zainwestować w odpowiednią paletę oraz nauczyć się nieco geometrii swojej twarzy, by perfekcyjnie podkreślić jej rysy. Które partie powinny błyszczeć, a co lepiej pozostawić w cieniu? Bierzemy temat pod lupę!

Która z nas nie marzy o codziennym makijażu, który pięknie wyprofiluje twarz, zaostrzy i wyeksponuje rysy… Konturowanie nie byłoby aż tak popularne, gdyby nie dawało spektakularnych efektów. Nie jest to łatwa technika. Z pewnością nie opanujesz jej po 2-3 próbach w domu. Warto jednak nauczyć się podstaw, bo będą one doskonałym wstępem przy eksperymentach z makijażem. Konturowanie to zabawa nie tylko kosmetykami, ale przede wszystkim światłem. To ono wydobywa naturalne piękno twojej twarzy. Co najważniejsze, konturować może się każda z nas – bez względu na wiek i kształt twarzy. Nie trzeba też wymyślnych palet i drogich pędzli (choć ich wybór w sklepach może przyprawić o zawrót głowy!). Dowiedz się, jak w kilku krokach zauważalnie poprawić kształt swojej buzi.

Róż, bronzer, rozświetlacz
W drogeriach pojawiło się ostatnio całe mnóstwo różnorodnych kosmetyków do konturowania. Najczęściej mają one postać palety lub gotowych zestawów. Te najprostsze składają się z rozświetlaczacza i bronzera (poziom basic). Najczęstszy wariant posiada ponadto także róż. W wersji dla ekspertek możemy znaleźć paletę złożoną z kilku, a nawet kilkunastu odcieni rozmaitych specyfików (np. palety Make Up Revolution złożone z 6-8 odcieni). I tu warto zapamiętać ważną zasadę, która rządzi konturowaniem: mniej znaczy więcej. Nie ma sensu przesadzać z nadmiarem kosmetyków różnych marek i ilością nakładanych na twarz odcieni. Nie chcemy przecież mienić się kolorami jak kameleon. Nadmiar kosmetyków może utrudnić ich połączenie i równomierne zblendowanie, a wówczas będą one tworzyć nieestetyczne plamy. Prócz podkładu (który jest podstawą wszelkich makijażowych działań) i pudru (którym utrwalimy gotowe dzieło) potrzeba właściwie tylko Wielkiej Trójki: rozświetlacza, bronzera i różu. Mogą oczywiście być na jednej palecie, wówczas mamy gwarancję pasujących do siebie odcieni. Ale nie jest to regułą. Wystarczą trzy “luźnie” kosmetyki, które dobrze sprawdzają się na naszej skórze i nie “gryzą” ze sobą. Na początek warto wybierać te zbliżone do naturalnych tonów skóry. Jeśli nie chcemy teatralnego efektu, róż i bronzer nie mogą być za ciemne, a rozświetlacz zbyt połyskujący. Jego rolę doskonale spełni korektor, którym rozjaśniamy cienie pod oczami. Dobrze dobrany powinien być o ton jaśniejszy od naszego podkładu. Jeśli natomiast zdarzyło ci się kiedyś kupić o ton za ciemny podkład, z którym nie wiesz co robić, przy konturowaniu będzie on twoim idealnym bronzerem!

Na sucho i na mokro
Istnieją dwa sposoby konturowania: suche i mokre. I wbrew pozorom to suche wymaga większej wprawy i pozostawia większe ryzyko wpadki (tj. nienaturalnych plam na twarzy). Kosmetyki mokre (korektor w płynie, bronzer w formie podkładu lub musu) dużo lepiej się blendują, a wiec łatwiej z ich pomocą osiągnąć naturalny efekt. Warto więc próbować od razu na mokro. Ta wersja również o wiele dłużej utrzymuje się na skórze i jest odporniejsza na ścieranie. Wersja sucha (wykonana za pomocą kosmetyków pudrowych, prasowanych, w kamieniu) może być równie estetyczna, ale jest bardziej wymagająca. Tu potrzeba wprawnej ręki i naprawdę dobrych pędzli, więc warto zostawić ją sobie na drugą lekcję.

Wybieramy paletę
Jeśli już zdecydujemy się na zakup palety, warto kierować się kilkoma zasadami. Po pierwsze: ilość. Początkującej z powodzeniem wystarczy paleta z trzema podstawowymi kosmetykami (patrz wyżej). Jeśli mamy już wprawę, możemy zaszaleć i wybrać zestaw mający więcej odcieni (np. Nars, Smashbox, Inglot). Po drugie: kolor (najlepiej sprawdzą się kosmetyki “naturalne”, matowe i bez drobinek). Poręczne paletki w uniwersalnej kolorystyce i przystępnych cenach oferuje m.in. Rimmel (Kate Pallete, ok. 35 zł), L’Oreal Paris (Infallible Sculpt, ok 60 zł) albo Eveline (trójkolorowy puder prasowany Contour Sensation, ok. 34 zł). Dobre i tanie palety na sucho i na mokro ma w swojej ofercie także Hean (ok. 25 zł, dodatkowo posiadają przejrzystą instrukcję). Świetnym kosmetykiem dla oszczędnych będą paletki z Essence (od ok. 17 zł) lub dwuczęściowa Catrice (Prime and Fine, ok. 20), w której znajdziemy bronzer + rozświetlacz. Jeśli szukamy czegoś z górnej półki, warto zainwestować np. w zestaw z NYX (ok. 100 zł) lub Nars (NARSissist Cheek Studio Palette, w Sephorze za ok. 270 zł). Alternatywą dla palety będą nowoczesne kosmetyki w sticku (sztyfcie). Całą ich gamę (podkłady, rozświetlacze, róże) znajdziemy w szafie Bell oraz Maybelline. Konturować można też specjalnymi, miekkimi kredkami! Tańsze dostaniesz w Kobo, droższe w Smashbox (165 zł za 3 sztuki).

Pędzel to podstawa
W internecie można obejrzeć wiele filmików instruktażowych, których autorki wykorzystują do konturowania całą masę pędzli. Ciężko je nawet zapamiętać, a co dopiero kupić i użyć we właściwej kolejności. Jeśli nie wiesz, jak wybrać pędzel, wróć do zasady z początku tego tekstu. Tu również mniej znaczy więcej. Właściwie wystarczy ci jeden, ale dobry. Pędzel do konturowania powinien być średnio gruby, z krótkim włosiem i raczej ostro ścięty. Tak, by wyraźnie podkreślić nim rysy. Idealny na pierwsze próby (i za małe pieniądze!) ma w swojej ofercie np. Catrice (Conturing Brush Contourious). Będziesz nim nakładać i cieniować twarz. Do blendowania (czyli rozcierania kosmetyków na twarzy tak, by dawały efekt płynnego przejścia) wystarczy duży, płaski pędzel z niezbyt sztywnym włosiem lub miękka gąbeczka. Korektory-rozświetlacze (o ile nie posiadają aplikatora w pędzelku czy pisaku) nakładamy za pomocą miękkiego i wąskiego pędzelka, który pozwala na precyzyjną aplikację.

Powtórka z geometrii
Często na opakowaniu znajdziemy wskazówki dotyczące nakładania kosmetyków zależnie od kształtu twarzy. To dobry trop i cenna podpowiedź. Mimo to nie należy kierować się nią “na ślepo”. Zanim zabierzemy się do pędzli warto prześledzić i porównać kilka tego typu instrukcji lub filmików poradnikowych. Każda twarz jest inna i może się okazać, że to co dobrze wygląda na opakowaniu palety, może nie sprawdzać się na naszej buzi. Podstawą jest właściwe określenie jej kształtu (typ okrągły, kwadratowy, a może trójkątny?). Warto stanąć przed lustrem w świetle dziennym i dokładnie przyjrzeć się, jak układa się ono na naszej twarzy. Które partie są zbyt wysunięte, a które powinny być lepiej widoczne? Jeśli mamy buzię jak księżyc w pełni, wiadomo, że będzie trzeba na niej “dorysować” kości policzkowe, których w ogóle nie widać. Jeśli jednak mamy smukły nos, nadmierne wykonturowanie go może zakończyć się efektem à la Pinokio. Każda twarz jest niepowtarzalna, wymaga zatem innego konturowania.

Rozświetlamy i chowamy w cień
Zabieramy się do pracy! Konturowanie możemy przedstawić jako 2 x 2 kroki, a więc: rozjaśnianie + przyciemnianie oraz nakładanie + blendowanie. Zaczynamy od rozjaśniania cieni pod oczami. W tym celu rysujemy korektorem łuk wzdłuż dolnej powieki i prowadzimy od niego “promienie” sięgające aż po szczyt kości jarzmowej. Nieroztarty korektor tworzy pod okiem kształt w rodzaju słoneczka. Inne miejsca, które rozświetlamy to grzbiet nosa (jeśli jest szeroki), broda, wewnętrzny kącik oka, łuk kupidyna (nad górną wargą) oraz punkt na czole, nieco powyżej linii brwi. Przyciemnianie powinno dać efekt wyszczuplenia twarzy. Bronzerem zaznaczamy linię pod kością jarzmową, zaczynając od górnej części ucha. Podobnie cieniujemy boki i górę czoła, żuchwę i podbródek oraz boki nosa. Uwaga! Jeśli nasz nos jest wąski lub “szpiczasty”, lepiej darować sobie jego konturowanie. Właściwie nałożone kosmetyki blendujemy miękkim pędzlem, aby uzyskać piękny i naturalny efekt przejścia.

Aby dobrze się trzymało
Przyszła pora na wykończenie makijażu. Aby wykonturowana twarz pięknie się trzymała, utrwalamy makijaż pudrem (najlepiej transparentnym, matowym) przy pomocy gąbeczki. Nie rozcieramy pudru pędzlem, ale delikatnie go “wklepujemy”, aby nie uszkodzić naszego dzieła. Puder prasowany nie tylko utrwali kontur, ale również sprawi, że będzie on łagodniejszy i bardziej naturalny. Na koniec rozweselamy twarz odrobiną różu. Nakładamy go nieco powyżej linii bronzera i również rozcieramy, aby kosmetyki stapiały się ze sobą. Do codziennego makijażu sprawdzi się blush w “nieagresywnym” kolorze, np. chłodny róż lub uniwersalna brzoskwinia. Bezpieczne i bardzo naturalne odcienie znajdziemy np. w ofercie Bourjois (nr 34 Rose o’Dor, sprawdzi się przy każdym odcieniu cery).

Nie tylko twarz
Szał konturowania nie kończy się na twarzy! W sieci można odnaleźć sporo filmików, na których kreatywne makijażystki uczą, jak “domalować” sobie piękny dekolt, optycznie unieść piersi, a nawet.. dorysować “sześciopak” na brzuchu czy wykonturować stopy. Oczywiście jest to poziom wymagający mistrzowskich umiejętności makijażowych. Pytanie tylko, na ile takie przerysowane stylizacje przydatne są w codziennym życiu. Jeśli nie chcemy wyglądać karykaturalnie, lepiej będzie ograniczyć się do twarzy, a nad piękną sylwetką popracować nieco innymi sposobami :). Kiedy nauczymy się już malować światłem naszą buzię, warto poeksperymentować nad pięknym kształtem ust. Tym bardziej, że ich konturowanie należy raczej do łatwiejszych i przynosi naprawdę widoczny efekt. Wybierz konturówkę idealnie w kolorze ust i obrysuj ich kontur. Nie w tym rzecz, aby rysować usta od nowa, ale uwidocznić ich linię, która zazwyczaj pozostaje rozmyta. Tym samy możemy lekko korygować kształt warg, jeśli są asymetryczne. Jeśli nie chcesz uzyskać efektu rodem z lat ‘90, lepiej daruj sobie kredki zbyt ciemne i te wyraźnie oddzielające się od koloru szminki. Konturówka może być także twoją bazą! Wbrew nazwie, od teraz możesz wypełniać nią powierzchnię warg. Plus: matowy efekt i dłuższa trwałość szminki. Na koniec rozświetl łuk kupidyna, a wargi od razu zrobią się optycznie większe. A teraz pochwal się ustami à la Angelina Jolie!

mm
Z wykształcenia filolog, uwielbia pisać o tym co ją interesuje. Zabiegana, stale robiąca kilka rzeczy jednocześnie i bałagan, gdziekolwiek się pojawia. Na co dzień pasjonatka nowinek beauty. Lubi testować nowości, zwłaszcza te do makijażu. Ekspertka od szminek, w torebce zawsze ma ich przynajmniej kilka.