W każdej z nas z pewnością istnieje głęboko zakorzenione przekonanie, że cokolwiek by się nie działo, makijaż należy chronić przed wodą. Łzy, deszcz, para wodna to podstępni zabójcy pudru, tuszu do rzęs czy eyelinera, w każdej chwili gotowi zrujnować pieczołowicie przygotowany make-up. Jak się jednak okazuje, w Korei uważa się, że woda nie tylko nie jest wrogiem makijażu, ale może być cennym sprzymierzeńcem w walce o jego utrwalenie. Daleki Wschód po raz kolejny zaskakuje kosmetyczny świat, tym razem prezentując oryginalny rytuał o nazwie jamsu, co można luźno przetłumaczyć jako “zanurzanie”.

Do tej pory wśród kosmetycznych nowinek rozprzestrzeniających się poprzez blogi makijażowe, prym wiódł tzw. baking. Metoda ta od dawna stosowana przez drag queens i stylistów modelek, szerzej rozpropagowana dzięki Kim Kardashian, w skrócie polega na rozświetleniu wybranych partii twarzy i utrwaleniu makijażu. W tym celu nakłada się na określone fragmenty skóry bardzo grubą warstwę korektora i pudru, a po upływie kilku minut strzepuje nadmiar kosmetyków za pomocą pędzla. Jamsu jest w zasadzie techniką pokrewną, jednak bardziej ekstremalną i skoncentrowaną głównie na przedłużeniu żywotności makijażu.

Jak wiele współczesnych trendów i fenomenów, wszystko zaczęło się od krótkiego filmiku zamieszczonego na platformie YouTube. Japońska blogerka YoonCharmi opublikowała nagranie, na którym prezentuje tę, w gruncie rzeczy, prostą metodę, mającą na celu zmatowienia cery i zachowanie makijażu w perfekcyjnej kondycji na tak długi czas, jaki jest nam potrzebny. Metoda ta spodobała się tak bardzo, że w Korei szybko stała się prawdziwym hitem sezonu.

Wszystko czego potrzebujemy to podkład i korektor, których używamy na co dzień, posypka dla niemowląt oraz naprawdę duża miska pełna czystej, zimnej wody. Na początek równomiernie pokrywamy twarz kosmetykami. Gdy stopią się już one z cerą, przychodzi czas na talk. Musimy pokryć nim skórę w całości i to dość grubą warstwą. Możemy zrobić to wysypując puder na dłonie i energicznie oprószając twarz, jednak najwygodniejsze będzie użycie beauty blendera lub gęstego, puszystego pędzla. Na tym etapie zabiegu, twarz wygląda dosyć przerażająco — jak zanurzona w mące lub jak maska klauna. Niektóre blogerki radzą, by osoby o ciemniejszej karnacji zamiast talku, użyły po prostu sypkiego pudru dopasowanego kolorystycznie do naturalnego odcienia cery. W każdym razie, nie zrażając się karykaturalnym efektem, należy przejść do następnej fazy jamsu.

I to jest właśnie moment, gdy na scenę wkracza miska z wodą. Gdy nasza skóra jest już starannie pokryta białym talkiem lub pudrem, jedyne co pozostaje nam zrobić, to zanurzyć twarz w wodzie — na około 30 sekund. Po tym czasie delikatnie osuszamy skórę ręcznikiem uważając, by nie zetrzeć pokrywających cerę kosmetyków.

Efekty zastosowania jamsu są zdecydowanie zaskakujące. Makijaż jest perfekcyjnie matowy, jednolity i co najważniejsze, rewelacyjnie utrwalony. Mimo, że nie jest to głównym celem zabiegu, skóra wydaje się również delikatnie rozjaśniona, zyskuje świeży, młodzieńczy blask. Może się jednak zdarzyć, że pod wpływem wody czy zbyt silnego potarcia ręcznikiem, talk spłynie z niektórych partii skóry — najbardziej narażone są na to okolice oczu, czubek nosa i kości żuchwy. Należy więc pamiętać by na te fragmenty twarzy nałożyć nieco grubszą warstwę korektora czy podkładu, bardzo dokładnie go rozsmarować i zabezpieczyć większą ilością posypki. Oczywiście, po osuszeniu twarzy możemy dokonać niezbędnych poprawek. Jeśli zauważymy, że posypka nie pokryła naszej twarzy jednolicie, utworzyła na niej smugi lub plamy, możemy śmiało rozetrzeć ją za pomocą puszystego pędzla. Gdy zakończymy proces jamsu, w zwykły sposób nakładamy pozostałe kosmetyki — róż, brązer, cienie do powiek czy szminkę…

Jamsu najlepiej sprawdzi się w przypadku osób posiadających cerę tłustą lub mieszaną. Doskonale zmatowi i zabezpieczy makijaż przed przetłuszczaniem na naprawdę długi czas. Jeśli chodzi o cerę suchą i wrażliwą, wykorzystywany z “zanurzaniu” talk, może ją przesuszyć i pogorszyć jej kondycję, choć nie oznacza to, że musimy definitywnie rezygnować z wypróbowania tej azjatyckiej ciekawostki. Należy mieć jednak świadomość, że jamsu, podobnie jak baking, raczej nie jest przeznaczone do codziennego stosowania. Jest to technika utrwalania odpowiednia na większe wyjścia, na okazje, gdy bardzo zależy nam na makijażu bez skazy — takie jak chociażby sesja fotograficzna. Musimy liczyć się także z tym, że przy tak grubej warstwie kosmetyków, finalny efekt może nieco przypominać maskę.

Coraz więcej vlogerek i blogerek wypróbowuje ten niecodzienny i na pierwszy rzut oka, absurdalny zabieg. Do polski trend ten dopiero zaczyna docierać. Trudno przewidzieć, jak dalej potoczą się losy jamsu — czy ta technika stanie się prawdziwym makijażowym przebojem, czy skończy się na statusie sezonowej ciekawostki, szybko przyćmionej przez kolejne “cudowne” kosmetyczne odkrycia. Na pewno warto choć raz wypróbować tę niecodzienną metodę — choćby po to, by przekonać się, że jamsu naprawdę działa.

mm
Studentka kosmetologii. Paznokciowa maniaczka - codziennie przegląda dziesiątki zdjęć z inspiracjami, a jej dłonie zawsze wyglądają perfekcyjnie. Jej ulubiona pora roku, to lato, wtedy każdą wolną chwilę spędza na świeżym powietrzu jeżdżąc rowerem lub spacerując.