foto: Africa Studio/shutterstock.com

Kto powiedział, że mamy nakładać jedną i tą samą maseczkę na całą twarz? Skóra na różnych strefach twarzy może mieć różne potrzeby, zwłaszcza gdy mamy cerę mieszaną. Strefa T wymaga zmatowienia i dogłębnego oczyszczenia, pozostałe części twarzy powinny być przede wszystkim nawilżane. Nie bój się eksperymentować – mieszaj i łącz różne maseczki.

Skoro masz np. osobny krem pod oczy, a robiąc makijaż nakładasz różne produkty na różne partie twarzy, dlaczego nie postępować podobnie z maseczkami? Nie wszystkim partiom skóry należy się po równo: każda powinna dostać to, czego potrzebuje. Wśród urodowych maniaczek pojawił się ostatnio trend na multimasking. Sprawdzamy, czy to w ogóle ma praktyczne zastosowanie?

Dla kogo multimasking?

Na Youtube znajdziesz sporo tutoriali, których autorki pokazują, jak fachowo przeprowadzić multimasking, a przy okazji testują maseczki różnych marek. Sekret multimaskingu tkwi zwłaszcza w umiejętnym dobraniu produktów do potrzeb różnych partii twarzy. Musimy zatem wziąć pod lupę stan naszej skóry i precyzyjnie określić, które partie się przesuszają, gdzie występują problemy z pękającymi naczynkami, albo gdzie skóra szczególnie się przetłuszcza i ma skłonność do niedoskonałości. Multimasking może stosować każda z nas, ale najlepiej sprawdzi się zwłaszcza u osób z cerą mieszaną i taką, która ma różne problemy. Najczęstszą “kombinacją” jest cera przetłuszczająca się w strefie T i sucha bądź naczynkowa na pozostałych partiach twarzy. Multimasking obejmuje również specjalną pielęgnację okolic oczu i ust. Warto go wypróbować, choćby po to, by bliżej poznać potrzeby swojej skóry. Zobacz, jak to działa:

Skąd to zamieszanie?

Kto wymyślił ten trend? W praktyce twarz wygląda jak u Indianki malującej się w barwy plemienne: zwłaszcza jeśli mamy na skórze kilka różnokolorowych glinek. Wszystko zaczęło się od amerykańskiej firmy Boscia, która wypuściła zestaw czterech maseczek do jednorazowego zabiegu na różnych partiach twarzy (do kupienia w amerykańskich Sephorach, za około 18 dolarów). Użytkowniczki sieci wpadły dzięki temu na genialny pomysł miksowania różnych maseczek na twarzy.

Jak to usprawnić?

Jeśli nie mamy specjalnego zestawu z jednorazowymi maseczkami na różne partie twarzy, pomysł otwierania kilku saszetek z maskami i brania z każdej z nich tylko odrobiny produktu wydaje się mało trafiony. To po prostu za dużo zachodu, z pewnością też spora część tych produktów by się zmarnowała (bo resztka maseczki szybko zaschnie w opakowaniu). Tym bardziej, że multimasking, podobnie jak “zwykłe” maseczki wykonujemy nie częściej niż raz w tygodniu. Rozwiązanie tego problemu znalazła marka L’Oreal Paris, która właśnie wypuściła na rynek serię trzech maseczek z glinką w słoiczku. Opakowanie produktu wystarcza na 10 zastosowań na całą twarz (a więc jeszcze więcej, jeśli miksujemy kosmetyki). Do wyboru mamy maskę detoksująco-rozświetlającą z dodatkiem węgla, maskę z ekstraktem z alg (złuszcza i zwęża pory) oraz z ekstraktem z eukaliptusa (oczyszcza i matuje).

mm
Z wykształcenia filolog, uwielbia pisać o tym co ją interesuje. Zabiegana, stale robiąca kilka rzeczy jednocześnie i bałagan, gdziekolwiek się pojawia. Na co dzień pasjonatka nowinek beauty. Lubi testować nowości, zwłaszcza te do makijażu. Ekspertka od szminek, w torebce zawsze ma ich przynajmniej kilka.